7 lipca 2013

Pierwszy tydzień minął

Jestem w nowym miejscu, moje życie toczy się spokojnie, chociaż nie bez trudności. Wydawało mi się że będzie lepiej, że kłopoty zaczną się oddalać, że wreszcie wyjdę na prostą. A tu .... klapa, jest gorzej niż myślałam. Co prawda znajomi pocieszają że to chwilowe, że z powodu wakacji, ale ja ciągle się zamartwiam.
Czekam na poprawę.

28 czerwca 2013

Idzie nowe....

Drugie, trzecie, czwarte? Już nie potrafię zliczyć ile razy zaczynałam od nowa. Więc postanowiłam, podjęłam decyzję, podpisałam umowę, niech będzie co ma być.

23 czerwca 2013

Burza

Dzisiejszej nocy przeszła nad moim domem burza i ulewa. Nie tylko nad moim domem zapewne, ale ja o sobie przecież piszę :)
Lubię burzę, lubię ulewę, gdy jestem w domu, we własnym łóżku, a zegar pokazuje że mam jeszcze kilka godzin snu przed sobą. Lubię te błyskawice i nawet nie muszę chować głowy pod kołdrę jak kiedyś, w dzieciństwie.
Popołudniową burzę lubię też  gdy siedzę filiżanką swojej kawy, z kawałkiem ciasta na deser.
Jakieś anomalie się teraz dzieją,  burza i ulewa robi więcej szkód niż kiedyś, jak już pada deszcz, to zalewa pół Warszawy, tunele, metro, piwnice, katastrofa nie ominęła nawet nowo otwartego tunelu ( z wielkim hukiem i pompą )  po rocznym remoncie. Wróżką nie jestem, ale miałam obawy, że coś z tym tunelem jest nie tak. 

20 czerwca 2013

Ile razy jeszcze?

Ile razy można zmieniać swoje życie? W ciągu ostatnich  lat to będzie u mnie czwarta tak poważna zmiana w życiu, to trzecia zmiana miejsca pracy. Mam dość, chcę wreszcie osiąść na dooopie i doczekać do emerytury.
To prawda, rok temu podjęłam złą decyzję jeżeli chodzi o pracę, ale wtedy była to jedyna słuszna opcja, jedyna dla mnie dostępna, jak wtedy sądziłam.  I będąca efektem jeszcze poprzedniej, może nie do końca przemyślanej, podjętej pod wpływem  chwili?  emocji? leków na depresję, które wtedy łykałam? złudnej euforii? 
W każdym razie po raz kolejny staję na rozdrożu. I znów, niby przemyślałam, przeliczyłam, a jednak wciąż mam wątpliwości czy też nie popełniam błędu, czy zamiast opcji nr 1 nie była by lepsza opcja nr 2. A może powinnam jeszcze poczekać, szukać nadal, czekać na opcję nr 3? Albo nic nie zmieniać?
I jestem wściekła na ludzi, przez których zmuszona zostałam do podejmowania takich decyzji, do zmian, na które nie czekałam, które mną wstrząsnęły, zrujnowały mój ustabilizowany światek. Z niechęcią myślę że właściwie to wtedy na nic nie miałam wpływu, postawiono mnie przed faktami, kazano zaakceptować nieakceptowalne. Jestem wściekła że przesunięto mi wiek emerytalny, nie zapewniając miejsca pracy, na rząd, że wprowadził te zmiany gdy ludzie i młodzi i starsi nie mają pracy, gdy bezrobocie przekracza 25% ( chociaż GUS podaje 12-13).  Na tych, którzy doprowadzili do upadłości firmę, w której przepracowałam kilkanaście lat.
Teraz znów rozstrzyga się moja przyszłość, a ja stoję na rozdrożu, niepewna jutra. I nic teraz nie jest dla mnie ważne, moje pasje, zajęcia które tak lubiłam, odłożyłam na bok. Ja,która potrafiłam wstać godzin wcześniej lub zarywałam noce żeby zająć się tym co lubiłam.  A teraz  jedzenie ma posmak trawy, dzień nie sprawia radości, godziny wloką się niemiłosiernie. I żadnych perspektyw na lepsze. Najchętniej to bym zasnęła na dłużej, przeczekała nawałnicę i obudziła się już w lepszym świecie.
Gdyby to tak się dało...

9 maja 2013

Dziecko w autobusie

Wiem, temat stary i wciąż aktualny. Dziecko w autobusie, zwłaszcza małe, wymaga szczególnej uwagi. i wiem ze dziecku się ma prawo nudzić. Ale wkurza mnie, gdy matka czy babcia robią z tego dziecka małego bożka. Choćby fakt, że dziecko wchodząc do autobusu już wrzeszczy że musi usiąść, i to przy oknie, i nie tym siedzeniu tylko tamtym ( nie żartuję, na własne uszy słyszałam). Albo czy nie można tego dzieciaka wziąć i posadzić na swoich kolanach,  czy na pewno musi zajmować oddzielne miejsce, zwłaszcza gdy jest ciasno? Dziecko dwuletnie nie waży znów tak dużo. Albo przykład z dnia dzisiejszego: wózek ustawiony w należytym miejscu, przy oknie, tylko trochę na ukos.  Dziecka w wózku nie ma,  ono usadowione  na siedzeniu, mamusia spokojnie na drugim, no dobra, przy pętli nie ma tłoku. ale już dalej na trasie robi się ścisk, mamusia szczęśliwa gada przez telefon o d... maryni, a dziecko wierci się, klęka na tym siedzeniu, staje butkami, czasem zabłoconymi oczywiście. Na zwróconą uwagę że jest tłok, że ludzie starsi stoją, że nie powinno stawać butami, a w ogóle to powinno siedzieć w wózku, mamusia dała upust swojej złości do całego świata. "Przecież nie weźmie dziecka na kolana, bo dziecko też człowiek i ma prawo siedzieć jak każdy na siedzeniu, a w wózku mała nie lubi! a jak się komuś nie podoba, niech se jeździ taksówkami!". Dobrze że wychodziłam, bo chyba bym nie wytrzymała i włączyła się w pyskówkę z ta mamusią. Jak można być tak bezczelnym? Rozumiem że dziecko stać nie powinno, dla jego bezpieczeństwa, ale te wózki zajmują i tak dużo miejsca, to niech już w tym wózku siedzi i niech mamusia nie robi zamieszania. A jak przepełnione są autobusy, każdy chyba wie.
Kocham dzieci ale czasem mam ich dość, przede wszystkim w miejskiej komunikacji.  Taka babcia ledwo wchodzi do autobusu, dźwiga siatkę z zakupami, jeszcze plecak dzieciaka niesie, pod pachą jego kurtka,  drugą ręką trzyma dzieciaka, I co się dzieje? Ano ktoś ustępuje miejsca babci, a ona wnuczka siedmiolatka sadza i dalej trzyma te pakunki. Bo "on taki zmęczony jest, ze szkoły go wiozę."
Do dobra, kochajmy dzieci. Ale bez przesady, dziecko też człowiek i należy je traktować jak człowieka., nie jak bóstwo.

A w ogóle to witam obserwatorów, miło mi że zaglądacie . I dziękuję za komentarze.
Pozdrawiam :)

6 maja 2013

Śmieciowe rozważania :)

Dopadło i mnie, mam wybrać i zadeklarować czy chcę segregować śmieci i płacić mniej, czy nie segregować i płacić więcej. Chcę segregować.
"Oni"  powiesili na klatce regulamin segregacji :
- do jednego pojemnika wyrzucamy : papier, puszki metalowe, plastiki, opakowania po kosmetykach, butelki. Nie wyrzucamy butelek po oleju ( dlaczego?  i gdzie w takim razie?  ). Nie wiem co z pudełeczkami po kremach, po margarynach, konserwach - myć? w takim razie wzrośnie mi zużycie wody. Czy  wrzucać tam, gdzie te po oleju?
- do drugiego wyrzucamy szkło ( ale nie żarówki).
- do trzeciego idzie cała reszta. Pewnie tam trzeba wrzucać te nieszczęsne olejowe butelki.
Oczywiście elektrośmieci oraz duże gabaryty traktujemy jak zwykle, od lat, tego to chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć. Nawet dla mnie to zrozumiałe, że baterie to gdzie indziej, a telewizory na szczęście zmieniam rzadko :)
Poczytałam sobie te instrukcje i przyszło mi do głowy, że takie sortowanie, to jakby nie sortowanie. Skoro razem wrzucę i papier i plastik i metalowe puszki, co to da? Przecież i tak ktoś będzie musiał znów tym się zająć. Znów sortować plastiki, metal, papier ( już rozmoczony, porwany, śmierdzący). 
A gdzie mam wrzucać szmaty, takie które nie nadają się do ponownego używania?
I kto będzie kontrolował czy segreguję? Kamery zamontują do pomieszczenia? A może klucz będzie u "dozorcy"? I co z workami, zwykle śmieci wyrzucam w workach. To wyrzucać luzem, a worek (przecież jest plastikowy!) do pierwszego kubła?
No i pozostaje sprawa odpowiedniego resortu, trzeba będzie powołać ministra od śmieci.A jak minister to kilku vice, no i kilkunastu dyrektorów, i całe gromady sekretarek, i kilka setek innych urzędników. Jeszcze jakiś gmach by się przydał, prawda? Czyli znów poleci kilka miliardów z dziurawego budżetu. Czy podwyższone opłaty będą w stanie pokryć koszty tego nowego resortu?
No, ale może kilku bezrobotnych się załapie na najniższe stanowiska?
A tak dobrze było, w końcu ani Warszawa ani inne miasta nie były zasypane śmieciami, jakoś to wszystko funkcjonowało, były śmieciowe firmy, wywoziły, można było wybrać tę najlepszą. A jak wybierze miasto ... aż się boję skutków. I jeszcze ta dowolność w ustalaniu opłat, w różnych regionach Polski inne, tam od osoby, tam od metrażu, a jeszcze gdzie indziej od zużytej wody.
Cyrk na kółkach. .....
Albo jedna wielka granda.

4 maja 2013

Było Święto Flagi.

No i okazało się że symbole narodowe już niewiele znaczą, że w Święto Flagi ważne są różowe baloniki i różowe okularki. No i oczywiście najważniejsza część uroczystości: ptaszysko z białej czekolady. Okularki rozumiem, niech naród choć przez chwilę przestanie widzieć rzeczywistość, baloniki dla dzieci, niech mają radochę, wszak dzieci to przyszłość narodu ( o ile nie wyjadą za chlebem). A ptaszysko? Kosztowny gadżet.
"Chcemy zachęcić rodaków do radosnego obchodzenia świąt i rocznic państwowych, będziemy przekonywać do okazywania naszego przywiązania do symboli narodowych" - przekonuje na stronach Polskiego Radia dyrektor Trójki Magda Jethon. "
To niech mi ktoś wytłumaczy, od kiedy symbolem narodowym są  różowe baloniki?
Żałosne.Nie rozumiem jak P.Prezydent mógł wziąć odział w tym cyrku.
Szukając informacji o dalszych losach ptaszyska, natrafiłam na taką rozmowę, warto posłuchać http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=FPMbLRWYR9U